I jeszcze jedna refleksja - jak to jest, że przez pół roku wszystko jest ok, jesteśmy gotowi do wyjazdu w każdej chwili... a jak nadchodzi dłuuuugo oczekiwany termin - wszystko się sypie??? Jutro mieliśmy jechać na turnus rehabilitacyjny, z terminami jest naprawdę ciężko - na ten zapisywałam się ponad rok temu - i oczywiście nici z wyjazdu, bo Stasiek nadal chory, samochód nie do końca sprawny, wszystko nie tak :(((( Zła jestem strasznie :(((
















